ostatnie piętro mrocznej wieży.

Lipiec 28, 2010

na początku był jedynie rewolwerowcem ścigającym człowieka w czerni przez pustynię. z każdą kolejną stroną, a były ich tysiące, stawał się bardziej realny, bardziej ludzki. czułam jego oddech na swojej skórze. wiedziałam, że jest.

i podziwiałam go. w końcu to cudowne, mieć rewolwery i zabijać każdego, kto jest zły. ale strzelasz po to, żeby ocalić, nie żeby zniszczyć, nie żeby stracić. a jednak droga rewolwerowca, droga do nieomal mitycznej mrocznej wieży, była usłana trupami. trupami bliskich.

pozwolił chłopcu spaść w przepaść, bo są przecież światy inne niż ten. pozwolił ukochanej spłonąć na stosie. dla większego dobra. dla celu. dla mrocznej wieży.

później podobno się zmienia. czasem się uśmiecha. żartuję. przytula. kocha. kocha?! wszystko co robi, wszystko co mówi, wszystko co czuje – jest tylko sposobem przedostania się do wieży. pokochałam rewolwerowca, ale nigdy mu nie zaufałam.

dociera do mrocznej wieży, wspina się po jej stopniach i nie zastanawia się nad twarzami zmarłych, patrzącymi na niego z ścian każdego piętra. każdego.

ka jest jak wiatr i zbiera krwawe żniwo, kiedy towarzyszy rolandowi, hm? czy tak powinno być? czy tak było? czy ja przypadkiem nie zostałam okłamana? czy nie poznałam za dużo/za mało słów z tej opowieści?

rewolwerowiec wędruje dalej. historia nie ma końca. ka jest jak koło. i ani trochę mi się to nie podoba.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.